O autorze
Kobieta fatalna. Matka. Nieprzewidywalna. Autorytatywna. Kulejąca perfekcjonistka. Niewykluczone, że jest też złą żoną. Przeklęta różnymi talentami, które przynoszą jej satysfakcję.
Femme fatale na Facebooku

Za co najbardziej się nienawidzę. Czyli o ciemnej stronie macierzyństwa

Jest tyle rzeczy, których nigdy miałam nie robić. I robię. To spowiedź matki. Z jej największych osobistych grzechów. Może i Ty czujesz się podobnie.


Krzyk
Nigdy nie będę krzyczeć na moje dzieci — myślałam kiedyś i bardzo w to wierzyłam. I tak było, nie krzyczałam, ba! rzadko nawet podnosiłam głos. Krzyk był zarezerwowany na wyjątkowe okazje. Krzyczałam "stop" — gdy córka niebezpiecznie się oddalała, "zatrzymaj się" — gdy zbliżała się do ulicy, uciekała. Po ludzku, krzyczałam gdy się o nią bałam.

Ale to się zmieniło. Pojawiło się drugie dziecko. Wcześniej trudno było się opanować, gdy widziałam, że moje ukochane dziecko robi coś niebezpiecznego. Jednak to nic w porównaniu z tym co czujesz, gdy widzisz, że Twoje ukochane dziecko naraża na niebezpieczeństwo Twoje drugie ukochane dziecko... Tego nie da się opanować, przynajmniej nie tak łatwo.

Chcesz obronić jedno — często to młodsze, stajesz przeciwko drugiemu. Po chwili potężne wyrzuty sumienia, bo przecież to "starsze" jest jeszcze maluchem, nie rozumie, nie wie, przecież to TWOJE ukochane dziecko, a nie wróg publiczny nr 1.

Zbyt często krzyczę na swoje dzieci. I nienawidzę siebie za to.

Błahostki
W wychowaniu dzieci nigdy nie byłam faszystką. Zawsze miałam jasno określone poglądy, ale w naszym domu podstawą był dialog. Czasem okazywało się, że nie warto dla "świętej" racji — odbierać dziecku coś, na czym mu zależy. W żaden sposób nie kolidowało, to z konsekwencją.


No bo co się stanie, jeżeli dziecko zmieni skarpetki na takie, które samo wybrało? Czy skończy się świat i poniesiemy wychowawczą klęskę — jeśli ustąpimy i pozwolimy dziecku sprawdzić, czy miało rację?

Nie. Ale teraz brak mi na to czasu. Wszyscy żyjemy w ciągłym pędzie, gdzie błahostki są równie ważne, jak sprawy życia i śmierci. Bo te skarpetki — to tak naprawdę dodatkowe 3 minuty, których nie mam.

Frustracja
Jestem typowym człowiek XXI wieku. Pani Sfrustrowana. Bo w pracy młyn, bo z mężem kłótnie, bo nie mogę się wyspać, bo nie mogę i nie umiem odpocząć. Ot, po prostu. Patrzę na moich znajomych, widzę, że żyją podobnie.

Frustracja zagarnia w swoje szpony wszystkich. Tych niewinnych też. Nigdy tego nie chciałam. Robiłam wszystko, żeby mój scenariusz był inny. Nie udało mi się — wszyscy za to płacimy. I nienawidzę siebie za to.
Zmęczenie
Człowiek zmęczony nie potrafi się cieszyć. Nie potrafi zaszaleć, brakuje mu spontaniczności i uśmiechu. Zaraża swoim"smutkiem" innych. Nie żartuje już tak często, nie wymyśla z uśmiechem bajek i nie ma ochoty na nieplanowane lody i bańki mydlane.

A szkoda. Gdyby miał, pewnie nie byłby tak sfrustrowany, niedoskonały i przytłoczony rzeczywistością. Czy świat nie jest piękniejszy kiedy świeci słońce? Jest równie piękny, gdy pada deszcz — pod warunkiem, że wtedy też wyjdziemy równie chętnie na spacer.

Zbyt często jestem zmęczona, może zbyt zmęczona na bycie dobrą (taką, jaką bym chciała?) matką. I nienawidzę siebie za to.

Niedoskonałość
Zrezygnowałam z perfekcji. Lecz tęsknie za domowym chlebem, upieczonymi ciastkami, błyszczącymi oknami. Codziennym wyjściem na rower. Teraz jest praca, poza nią zostaje czasu na niewiele. Wszyscy za to płacimy. Dzieci też.

Nie piekę już chleba i bułek, żeby zrobić komuś przyjemność podczas kolacji. Nie piekę już ciasta, którego i tak nie damy rady zjeść. Wyjście na rower — tylko w weekend, za dużo roboty, żeby wychodzić na 15 minut, których i tak nam brakuje. To co nie jest do wykorzystania na sto procent, zostało zredukowane — jak niepotrzebny pracownik w korporacji.

Zbyt często poświęcam to co piękne, na rzecz tego co praktyczne i potrzebne. I nienawidzę siebie za to.

Wypalenie
Lekarz, psycholog, pielęgniarka, nauczyciel... Ale czy matka może się "wypalić"?

Może, niestety. Już nie tryskam takim entuzjazmem, nie farbuje ryżu na 6 kolorów, żeby potem wyłuskiwać go z dywanu z uśmiechem na twarzy. Już nie mam siły, już mi się nie chce. Już nie porywam się na prace plastyczne z brokatem i cotygodniowe pikniki. Jestem przytłoczona ogromem rzeczywistości. A wiem, pamiętam, że można, że da się.

Tylko nie umiem już znaleźć na to wszystko siły. I nienawidzę siebie za to.

Lubię spełniać swoje marzenia — choć nieczęsto się to zdarza. Bardzo mało jest ludzi, którzy z czystym sumieniem mogą powiedzieć, że są zadowoleni ze swojego życia, tak szczerze, bez "ALE". A ja marzę, że pewnego dnia obudzę się i pomyślę — że naprawdę kocham moje życie i siebie — a nie, nienawidzę. I z całych sił do tego dążę!

A Ty — Mamo, czego nie potrafisz sobie ciągle wybaczyć?
Trwa ładowanie komentarzy...