O autorze
Kobieta fatalna. Matka. Nieprzewidywalna. Autorytatywna. Kulejąca perfekcjonistka. Niewykluczone, że jest też złą żoną. Przeklęta różnymi talentami, które przynoszą jej satysfakcję.
Femme fatale na Facebooku

Będę za tym wszystkim cholernie tęsknić, gdy już dorosną

Wracam z pracy, w domu czeka kierat. Wcześniej wycieczka do żłobka i do przedszkola. Po drodze "bolą mnie nogi", "ja nie chcę iść do domu" – a w domu robota czeka – ta zwykła i ta nadprogramowa, przyniesiona w laptopie. Siadam przy komputerze, rozglądam się i nie wiem czy śmiać się czy płakać. Tylko jednego jestem pewna. Łatwiej będzie się przeprowadzić, niż tu posprzątać. Ale...

... ale, gdy dzieci już dorosną, a rzeczy wrócą na półki, będzie mi tego wszystkiego cholernie brakowało.

Będę tęsknić za tymi całusami przeplatanymi z podgryzaniem. Najbardziej dlatego, że nie zamienią się tak prędko w całusy, tylko znikną, zrobią się obciachowe i zbyteczne. Nie będą na każde moje zawołanie. W pewnym momencie czułości dla matki będą towarem reglamentowanym, będę musiała"zasłużyć" – już nie wystarczy tylko być.

Będę tęsknić za śladami brudnych łapsk w całym mieszkaniu. Najpierw przeniosą się nieco wyżej, potem skoncentrują się na lustrze, aż w końcu całkiem znikną, tak jak dzieci, które będą coraz dalej i na coraz dłużej wędrować w świat. A będzie mi o tym codziennie przypominać brak dżemu wtartego w kanapę i szyby, przez które wszystko znowu będzie widać.

Będzie mi brakowało tego, że nie śpią. Tak, wiem że to dziwnie brzmi – jak może komuś brakować nieprzespanych nocy. One pewnie nie znikną – pojawią się nieprzespane noce, gdy one będą spóźniać się z imprezy. Będę tęsknić za co godzinnymi pobudkami, gdy rano będę przez pół godziny słuchać "zaaaraz", "jeszcze pięć minut","aaaaaaa, nie chcę...". A potem, gdy wrócę z pracy, zastanę ich drzemiących jak zombie na kanapie, w towarzystwie jakiegoś durnego serialu. Dwa zaślinione, charczące, nastoletnie trolle, zamiast dwóch słodkich, z oczami jak guziczki przytulaków. Argh.


I będę tęsknić za ich popołudniowymi drzemkami po obiedzie, tą chwilą na wszystko, co trzeba i czego nie trzeba zrobić.
Ze łzą w oku będę wspominać mikro ciuszki. Boję się bardziej od klaunów wielgachnych t-shirtów i koszul mojego syna, które kiedyś zagoszczą w moim koszu na brudną bieliznę. Cholernie nie lubię prasować, a będę prasować namioty cyrkowe, zamiast tych małych upierdliwych piżamek.

Wspólnego spania chyba będę żałować najbardziej. Kiedy już na dobre wyprowadzą się z mojego łóżka i nie będą rano przychodzić na azymut. Nie będę już miała okazji popatrzeć jak śpią, odetchnąć z ulgą, że są blisko, bezpieczne; że mogę je zawsze ochronić. Nie będę mogła.

Zrzędzenia wszystkich innych lepiej wiedzących rodziców. Tych "dobrych rad" i dziubdziania, którego teraz nie trawię. Dlaczego? To proste, to będzie prawdziwy sygnał, że nie mam już małych dzieci. No i znika kilka powodów do śmiechu.

Kuksańców, łaskotek i tarzania po podłodze. Znikną usprawiedliwienia od sprzątania, gotowania i pieczenia na rzecz układania puzzli. I te wszystkie powody by robić to, co chcemy tu i teraz, bez względu na resztę świata – przynajmniej nie za każdym razem. Już nie będzie można mówić, że one są jeszcze małe, nie rozumieją. Już nie będą chciały robić z siebie wariatów, nie daj Boże z bezwstydną matką. Co ludzie powiedzą?! Trzeba będzie się nimi zacząć przejmować.

A pewnego dnia nie znajdę już w torebce chrupek, klocków i laurki z królewną "na udany dzień", tylko (przy sprzyjających wiatrach) dostanę SMS-a. Wolę chrupkową miazgę w klawiaturze (czasem).

Będę cholernie za tym tęsknić. Choć teraz często nie mogę się tego doczekać ;)

PS: Idę zebrać zawartość wszystkiego, która wylądowała wszędzie, gdy pisałam. Za tym NIE będę tęsknić!
Trwa ładowanie komentarzy...