O autorze
Kobieta fatalna. Matka. Nieprzewidywalna. Autorytatywna. Kulejąca perfekcjonistka. Niewykluczone, że jest też złą żoną. Przeklęta różnymi talentami, które przynoszą jej satysfakcję.
Femme fatale na Facebooku

Nie róbmy z ojców idiotów! Tata to facet, a nie głupiutka małpka z bębenkiem

Fot. Flickr/[url=https://www.flickr.com/photos/joybot/12879927404/]Sarah Joy[/url] / [url=http://bit.ly/CC-BY-SA-2]CC BY-SA[/url]
Fot. Flickr/Sarah Joy / CC BY-SA
Tak! Facet – czytaj mężczyzna, człowiek. Mniej lub bardziej ogarnięty lub wielozadaniowy, ale posługujący się (prawie) samodzielnie mózgiem. Zupełnie nie rozumiem dlaczego my, kobiety robimy z ojców naszych dzieci mentalne ameby? Przecież same ich wybrałyśmy (prawda?).

Oczywiście nie zawsze byłam taką mądralą. Mało tego cały czas zdarza mi się wtykać babskie szpileczki w męski (i ojcowski) zadek (zupełnie, jak to niewinne "prawie" trochę wyżej ;) )! Pora się ukorzyć i logicznie przeanalizować, czy słusznie?



Choć nie raz na moje usta cisnęło się "Małpa by się szybciej nauczyła!", zazwyczaj dotyczyło to obsługi pralki, zapamiętania detali pt. "Od 10 lat trzymamy talerze w tej samej szafce! WTF?!", czy innych, zupełnie nieznaczących w męskim świecie dupereli. No właśnie, bo to co dla nas jest kwestią życia i śmierci, w męskim umyśle jawi się jako nieistotna pierdoła.

Na początek kilka dowód na to, że Tobie też zdarza się traktować ojca swoich dzieci jak idiotę:

1. Kiedy zostawiasz dzieci z ich tatą, wpadasz w panikę/denerwujesz się/szykujesz listę i instrukcję obsługi dzieci/domu jak na wypadek III wojny światowej?

2. Wyjeżdżasz i szykujesz jedzenie na następne kilka dni? Wyposażasz lodówkę i zamrażarkę, jakby z Twoim odjazdem mieli zwinąć w okolicy asfalt i zamknąć z tej okazji wszystkie sklepy?

3. Kalendarz, harmonogram, lista telefonów? Plus co najmniej trzykrotne powtórzenie na głos ich zawartości, to Twój oręż?

4. Boisz się, że o czymś zapomni? O tak! Zapomni dziecka z autobusu, czy ewentualnie nie podleje surfinii na balkonie?

Coś jeszcze? Ile razy dziennie zadzwonisz? Dwa, pięć? No bez przesady, przecież nie będziesz dzwonić co chwilę, od czego są SMS-y ? ;) To zdecydowanie silniejsze od nas, matek-tytanek. A o co tak naprawdę się rozchodzi? Jakie ojcowie mają przewinienia na swoich kontach w rzeczywistości? Skupmy się na tych najbardziej popularnych:

1. Słodyczowy highlife

2. Permanentne nadużywanie tzw."Dnia dziecka", czyli spanie na brudasa

3. Bałagan

4. TV i komputer w wersji all-night-long (często współudział w zbrodni)

5. Jedzenie z budki w centrum

6. Niemiłosierni bajzel w szafkach (czyt. pkt. 3)

7. Kompletny brak wyobraźni przestrzennej i daltonizm (młodszy syn w 4 rozmiary za dużych różowych spodniach, starsza córka w niedopiętych spodniach z motorem młodszego?)

W stu procentach winni! Ale nikt od tego nie umiera. Wracasz po dwóch dniach, wpadasz jak byk na corridę, a tu... nic! Bajzel, owszem jest, ale dzieci mają nadal obie ręce, nogi i nawet suma siniaków nie przewyższa tej standardowej. Tylko pies puszcza pawia na dywan, bo i jemu czekoladowy raj był pisany pod Twoją nieobecność.

Zgroza! Czepić się trzeba (bo słodycze, bałagan, niedomyte, czarne stopy), ale do cholery nikt się nawet nie struł (jak to możliwe w tym syfie?!? – zagadka wszechświata). Ojciec najlepszą matką? Nigdy, oczywiście, że Ty większość tych rzeczy zrobisz szybciej, lepiej, inaczej. Ale to nie oznacza, że pod Twoją nieobecność ojciec Twoich dzieci ma się w Ciebie zamienić.

Retrospekcja

Nie pamiętasz już ile radości i przygód dawała "niedoskonałość" Twojego taty?

Ja pamiętam.

Pamiętam, jak przez długi czas z prawie każdego spaceru wracaliśmy z bezdomnym psem (zazwyczaj pudlopodobnym – nie wiem jakim cudem). Pudlopodobny oczywiście po 10 sekundach był odprowadzany z powrotem, ale solidarnie próbowaliśmy złamać mamę ;)

Trzeba przyznać, że tata zrobił dobry "podkład", bo gdy ja po 18 latach przypełzłam z bezdomnym psem, tenże został (widać mama nie przepadała za pudlami, jamnik był strzałem w dziesiątkę).

Pamiętam, jak smakowała w niedzielne popołudnie Pepsi-cola w parkowej przystani. To była słodka cena za dziecięce milczenie. Ojcowie, co tydzień, spotykali się potajemnie, żeby uciułane zaskórniaki wydać na kawę po turecku (z trzeciego parzenia), podczas gdy ich szanowne małżonki mogły prawdziwą kawę podziwiać co najwyżej za szybą Pewex-u. I nikt nie narzekał, że tatowie nie chcą zabierać dzieci na spacer ;).

I gdy tata przymykał oko na zasady, spóźnienia czy inne przewinienia. Pamiętam nasze porozumiewawcze spojrzenia, przeszmuglowane landrynki i wiele innych. Wtedy, tak jak dziś, mamy wymachiwały rękami, pouczały i groziły palcem. Ale nie próbowały za wszelką cenę zrobić z ojców matki z wąsami. Ot, taka druga zmiana na wypadek nieobecności.

Bo TATA, to TATA. Każdy inny i wyjątkowy (i często szalony na swój sposób). A nie MAMA. Przecież do szału doprowadza Cię, gdy ON poucza Cię jak prowadzić samochód, albo wybiera "lepszą" trasę dojazdu...

Pomyślcie same, która z nas nie marzyła o takim symbolicznym momencie? Taniec z tatą, nie z idiotą...
Nie odmawiajmy tego naszym córkom (i synom). To nasi mężczyźni wiedzą, że zęby się szczotkuje, je jabłka i marchewki i pije wodę. I jak każdy, czasem lubią odpuścić i wyluzować. Pozwólmy sobie nawzajem na odrobinę niedoskonałości.
Trwa ładowanie komentarzy...